Data publikacji: 01-08-2026 | Data aktualizacji: 01-08-2026 | Autor: Piotr Kurpiewski
Data publikacji: 01-08-2026 | Data aktualizacji: 01-08-2026 | Autor: Piotr Kurpiewski
Od 2 sierpnia 2026 r. obowiązują unijne przepisy (AI Act) regulujące oznaczanie treści generowanych przez sztuczną inteligencję. Co to w praktyce oznacza dla branży architektonicznej i wizualizacji 3D? W artykule rozkładamy na czynniki pierwsze obowiązki twórców i wyjaśniamy, dlaczego render koncepcyjny niezbudowanego obiektu nie jest deepfakiem, podczas gdy wirtualny staging i ingerencja w zdjęcia już tak. Dowiesz się, jak prawidłowo oznaczać materiały, kto ponosi odpowiedzialność prawną w relacjach z deweloperem i dlaczego Twoje dotychczasowe portfolio jest całkowicie bezpieczne. Przewodnik obowiązkowy dla każdego, kto stosuje narzędzia AI w swoim codziennym pipelinie projektowym.

Jeśli robisz wizualizacje architektoniczne, odpowiedź na najważniejsze pytanie brzmi: wizualizacji niezbudowanego projektu, pokazanej jako projekt, oznaczać nie musisz. Obowiązek dotyczy deepfake'ów, a Twoja koncepcja nim nie jest. Zaczyna się dopiero tam, gdzie AI dotyka czegoś, co naprawdę istnieje, i właśnie tę granicę pokażę Ci w dalszej części artykułu.
Art. 50 AI Act zbiera cztery obowiązki przejrzystości: informowanie, że rozmawiasz z AI, znakowanie treści syntetycznych, informowanie o systemach rozpoznawania emocji oraz ujawnianie deepfake'ów. Z Twojej perspektywy liczą się dwa ostatnie, a właściwie jeden.
Unijny ustawodawca w ostatniej chwili sporo poprzesuwał. Digital Omnibus, czyli rozporządzenie 2026/1744, odsunął przepisy o systemach wysokiego ryzyka na grudzień 2027 i sierpień 2028. Art. 50 został jednak nietknięty i wchodzi w życie w pierwotnym terminie. Jedyne ustępstwo dotyczy dostawców narzędzi, które trafiły na rynek przed 2 sierpnia, bo na znakowanie maszynowe mają czas do 2 grudnia 2026 r.
Które z tych obowiązków są Twoje? Zależy od tego, po której stronie stołu siedzisz.
Rozporządzenie dzieli wszystkich na dwie grupy. Dostawca rozwija system AI i udostępnia go na rynku pod własną nazwą, czyli OpenAI z GPT Images, Google z modelem Nano Banana albo dowolna aplikacja renderująca z AI. Podmiot stosujący używa takiego narzędzia w działalności zawodowej. Ty jesteś tym drugim (chyba, że czyta to Sam Altman, jeśli tak, to nie pozdrawiam).
Podział ma bardzo praktyczne konsekwencje. Znakowanie maszynowe, czyli niewidoczne znaki wodne i metadane w pliku, to obowiązek dostawcy z art. 50 ust. 2 i nie musisz się nim przejmować. Ciebie dotyczy wyłącznie art. 50 ust. 4, czyli ujawnianie deepfake'ów. Jednoosobowa działalność liczy się tak samo jak duże biuro, bo wyłączona jest jedynie osobista aktywność pozazawodowa. Kartka świąteczna dla szwagra jest bezpieczna, portfolio już nie.
W wytycznych Komisji Europejskiej do art. 50 jest jedno zdanie, o którym w branży prawie się nie mówi, a które przesądza o odpowiedzialności przy zleceniach. Firma, która jedynie zleca wykonanie materiału i nie decyduje o tym, czy i jak wykonawca używa AI, nie jest podmiotem stosującym. Czyli jeśli robisz wizualizacje dla dewelopera i sam wybierasz narzędzia, obowiązek siedzi u Ciebie, nie u niego. Nie oznacza to jednak, że deweloper jest całkowicie zwolniony z odpowiedzialności za to, co udostępnia.
Jeśli klient opublikuje wygenerowany przez Ciebie deepfake (np. nieoznaczony wirtualny staging istniejącego, pustego mieszkania), może i uniknie sankcji z samego AI Act, ale błyskawicznie narazi się na kary np. z UOKiK za wprowadzanie konsumentów w błąd w świetle przepisów o nieuczciwych praktykach rynkowych. Jeśli organ dobierze się klientowi do skóry, ten niemal na pewno wróci do Ciebie z roszczeniem regresowym. Dlatego tak ważne jest uregulowanie tych kwestii w umowie i jasne komunikowanie, czym jest przekazywany obraz – zwłaszcza przy materiałach, które trafią bezpośrednio do oferty sprzedaży.

Definicja z art. 3 pkt 60 brzmi szerzej, niż podpowiada intuicja. Deepfake to treść wygenerowana lub zmanipulowana przez AI, która przypomina istniejące osoby, przedmioty, miejsca, podmioty lub zdarzenia i którą odbiorca mógłby niesłusznie uznać za autentyczną. Jak widzisz, nie chodzi tylko o polityków i celebrytów.
Komisja rozbiła tę definicję na cztery przesłanki, które muszą wystąpić razem: podobieństwo, istnienie przedstawianego obiektu, przynależność do jednej z wymienionych kategorii oraz pozorna autentyczność. I tu zła wiadomość. Przedmioty Komisja definiuje jako realistyczne przedmioty materialne, wymieniając wprost budynki, a wystarczy podobieństwo do czegoś, co może prawdopodobnie istnieć. Twój fotorealistyczny render spełnia trzy pierwsze przesłanki bez najmniejszego problemu. Cała sprawa rozbija się więc o czwartą przesłankę.
Wytyczne mówią, że jeśli treść trafia do kontekstu, w którym przewidywalny odbiorca nie oczekuje, że będzie prawdziwa, to nie wygląda niesłusznie na autentyczną. Nawet jeżeli w istocie nie odpowiada rzeczywistości. W takim wypadku czwarta przesłanka po prostu nie jest spełniona.
Pomyśl o makiecie. Kartonowe makiety stoją w gablotach biur projektowych od dekad, bywają robione z ogromną starannością, ze światełkami w oknach i drzewkami z gąbki. Nikomu jednak nie przyszło do głowy przyklejać do nich tabliczki „ten budynek nie istnieje", bo kontekst mówi wszystko: makieta stoi na stole w biurze projektowym, w skali 1:200. Fotorealistyczny render pokazany jako projekt działa dokładnie tak samo, tylko w innym formacie.
Sama Komisja sięga po analogię z produkcji filmowej. Generowane tła, efekty specjalne i obróbka techniczna nie czynią filmu pozornie autentycznym, bo widz i tak wie, że ogląda fikcję. Co prawda wytyczne dodają, że wysoki fotorealizm zwiększa prawdopodobieństwo uznania treści za deepfake, ale zaznaczają wprost, że sam fotorealizm sprawy nie przesądza.
A co z ludźmi, samochodami i psami, które dogenerowujesz do kadru? Osoby w rozumieniu przepisu obejmują także realistyczne awatary wygenerowane przez AI, więc formalnie mieszczą się w kategorii. Czwarta przesłanka i tak musi być jednak spełniona osobno, a postać przechodząca przez wizualizację niezbudowanego placu nikogo nie udaje i niczego nie relacjonuje.
Miej jednak na uwadze, że wytyczne Komisji są niewiążące, a wiążącej wykładni AI Act może dokonać wyłącznie Trybunał Sprawiedliwości UE. To interpretacja mocno osadzona w tekście, ale nie wyrok.

Granica przebiega tam, gdzie AI dotyka czegoś, co naprawdę istnieje. W praktyce chodzi co najmniej o cztery sytuacje:
W każdym z tych przypadków odbiorca ma pełne prawo sądzić, że ogląda zapis rzeczywistości. Komisja umieszcza zresztą na liście deepfake'ów obraz produktu w reklamie, który może wprowadzić w błąd co do rzeczywistego wyglądu, cech lub zastosowania. Mieszkanie w ofercie jest właśnie takim produktem. Na liście treści niebędących deepfake'ami znajdziesz z kolei realny produkt pokazany na wygenerowanym tle, o ile reklama nie myli co do samego produktu. Wychodzi z tego prosta zasada robocza: AI w scenerii zwykle wolno, AI na przedmiocie oferty wymaga oznaczenia.
Jak oznaczyć? Widocznie i przy pierwszym kontakcie z materiałem. Metadane w pliku nie wystarczą, bo wytyczne wprost mówią, że podmiot stosujący nie może polegać na znakowaniu maszynowym dostawcy. Człowiek ma zobaczyć etykietę bez żadnych narzędzi. Nie wystarczy też przypis w regulaminie ani szara stopka na dole strony. Zazwyczaj sprawdza się formuła: „Wizualizacja koncepcyjna. Materiał nie przedstawia aktualnego stanu obiektu. Wybrane elementy wygenerowano z użyciem AI".
Uwaga! Przy materiałach sprzedażowych działa jeszcze drugi reżim, o którym łatwo zapomnieć. Poprawianie zdjęć nieruchomości bywa nieuczciwą praktyką rynkową niezależnie od tego, czy zrobiłeś to generatywną AI, czy ręcznie w Photoshopie. Tutaj V-Ray niczego nie ratuje.
Klasyczny render jest poza zakresem i nie ma tu żadnej dyskusji. Wytyczne Komisji wymieniają „rendered frame" wprost jako treść, która nie podlega obowiązkowi znakowania. Silnik renderujący nie tworzy treści syntetycznej w rozumieniu rozporządzenia, tylko liczy światło w scenie, którą sam zbudowałeś.
Skoro tak, to co z detektorami AI, które regularnie biorą rendery z 3ds Maxa za obrazy z generatora? Prawnie nie mają znaczenia. Obowiązek zależy od tego, jak materiał faktycznie powstał, a nie od tego, co wypluje narzędzie do wykrywania, więc fałszywy pozytyw niczego nie uruchamia. Jeśli jednak klient zacznie zadawać pytania, z pomocą przychodzi standard C2PA, czyli podpis pochodzenia wpisywany w plik. Podpisany render broni się sam.
Poza zakresem zostaje też AI używana w środku pipeline'u. Denoising, upscaling czy generowanie tekstury w zamkniętym procesie produkcyjnym nie wymagają niczego, bo wytyczne każą znakować wyłącznie materiał finalny. I rzecz, która zdejmuje najwięcej stresu: wizualizacje wytworzone przed 2 sierpnia 2026 r. nie wymagają oznaczania wstecz. Twoje portfolio jest bezpieczne.
Liczby robią wrażenie. Za naruszenie art. 50 grozi do 15 mln euro albo 3 procent światowego obrotu, w zależności od tego, która kwota jest wyższa. Dla małych i średnich firm obowiązuje odwrotna zasada i bierze się kwotę niższą. To są jednak pułapy dla najcięższych naruszeń, a nie taryfikator dla jednoosobowego studia.
Nadzór w Polsce sprawuje Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji, w skrócie KRiBSI. Przewodniczący ma zostać powołany dopiero w październiku, a pierwsze posiedzenie zaplanowano na listopad 2026 r., więc realne egzekwowanie zacznie się później niż same przepisy. KRiBSI wydaje też opinie indywidualne na wniosek i to jest najprostsza droga, jeśli chcesz mieć czarno na białym, jak organ patrzy na Twój konkretny przypadek.
Stan prawny na dzień publikacji. Wszystkie odesłania do wytycznych dotyczą numerów akapitów w dokumencie Komisji z 20 lipca 2026 r.
Liczba dostępnych kursów: 36
Łączny czas trwania kursów: 191 godzin
Liczba dostępnych kursów: 28
Łączny czas trwania kursów: 322 godzin
Liczba dostępnych kursów: 27
Łączny czas trwania kursów: 143 godzin
Liczba dostępnych kursów: 20
Łączny czas trwania kursów: 96 godzin
Szukasz czegoś innego?